koniec

Koniec

Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo. Ono było na początku u Boga. Wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, z tego, co się stało. W Nim było życie, a życie było światłością ludzi, a światłość w ciemności świeci i ciemność jej nie ogarnęła. Pojawił się człowiek posłany przez Boga – Jan mu było na imię. Przyszedł on na świadectwo, aby zaświadczyć o światłości, by wszyscy uwierzyli przez niego. Nie był on światłością, lecz [został posłany], aby zaświadczyć o światłości. Była światłość prawdziwa, która oświeca każdego człowieka, gdy na świat przychodzi. Na świecie było [Słowo], a świat stał się przez Nie, lecz świat Go nie poznał. Przyszło do swojej własności, a swoi Go nie przyjęli. Wszystkim tym jednak, którzy Je przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi, tym, którzy wierzą w imię Jego – którzy ani z krwi, ani z żądzy ciała, ani z woli męża, ale z Boga się narodzili. A Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas. I oglądaliśmy Jego chwałę, chwałę, jaką Jednorodzony otrzymuje od Ojca, pełen łaski i prawdy. Jan daje o Nim świadectwo i głośno woła w słowach: Ten był, o którym powiedziałem: Ten, który po mnie idzie, przewyższył mnie godnością, gdyż był wcześniej ode mnie. Z Jego pełności wszyscy otrzymaliśmy – łaskę po łasce. Podczas gdy Prawo zostało dane za pośrednictwem Mojżesza, łaska i prawda przyszły przez Jezusa Chrystusa. Boga nikt nigdy nie widział; ten Jednorodzony Bóg, który jest w łonie Ojca, [o Nim] pouczył. (J 1,1-18)

Komentarz:

Na początku…

Kiedy coś się kończy, wszyscy z jakimś podziwu godnym uporem wracamy myślami do początku. Kiedy kończą się nasze związki, przyjaźnie, nachodzi nas potrzeba podsumowań i rozliczeń. A w sposób szczególny dzisiaj, kiedy kończy się rok.

Ile było nadziei, ile postanowień… a co z tego wyszło? Zastanawiam się, czy nie przestać robić „planów” na kolejny rok, żeby się nie dołować, kiedy będzie się kończył 😉 Ale dzisiaj trudno uciec, od podsumowań.

Jeśli wasza sytuacja jest podobna do mojej i łapiecie doła podliczając stracone wprawdzie ale z nawiązką odzyskane kliogramy, wydane bezsensownie pieniądze, roztrwoniony czas, który miał być przeznaczony na ćwiczenia i naukę języków…, to chciałabym zapewnić Was o dwóch rzeczach.

Po pierwsze, wzniosę dzisiaj za Was toast przy kolacji, w końcu żegnać trzeba się z gestem, zatem „Wasze zdrowie”! A po drugie, źródło życia (czyli wszystkich naszych mocy) na szczęście, nie leży w tym wszystkim, co w tym roku roztrwoniliśmy, straciliśmy i przegapiliśmy. W Nim, było życie… w Słowie. Było i jest.

Jeśli macie jak ja, mocne przekonanie, że nie chcecie w przyszłym roku czuć tego samego moralniaka co dziś, jedyne rozsądne postanowienie na Nowy Rok, to CZYTAĆ SŁOWO. Zamierzam podjąć to wyzwanie i to moje jedyne tegoroczne postanowienie.

Wam również tego życzę.

To do: Podzielić się w przyszłym roku efektami właśnie poczynionego postanowienia.