Św. Charbel

Św. Charbel – Boży chirurg

Z pewnością św. Charbel (czyt. Szarbel) może uchodzić za jednego z najbardziej niekonwencjonalnych w działaniu świętych. Przede wszystkim, trudno o bardziej ekumenicznego świętego, który wysłuchuje nie tylko proszących o pomoc katolików, ale wszystkich chrześcijan, nie poprzestając na tym również muzułmanów, a nawet osoby dalekie od wiary, uwikłane w sekty. To się nazywa, nie mieć względu na osobę… Znacie takiego świętego, który zoperował zwracającą się do niego po pomoc osobę pomimo braku medycznego wykształcenia? Nadmienię tylko, że operacja miała miejsce rzecz jasna wiele lat po śmierci świętego, a sam święty do rozcięcia skóry pacjentki zamiast skalpela użył… własnych palców. Wreszcie święty Charbel pochodzi z Libanu, miejsca, które dziś nie jest przyjazne katolikom i za jego czasów takie nie było. Być może więc jest to święty, który w dzisiejszych czasach chce działać w sposób szczególny?

Historia świętego

Ten dość „specyficzny w obejściu” człowiek urodził się katolickiej rodzinie wyznania maronickiego w Libanie, na północ od Bejrutu, w małej wiosce położonej w górach (1600 m n.p.m.). Był piątym z kolei synem, którego ojciec umarł, kiedy Yossef (takie imię święty otrzymał na chrzcie) miał 3 lata. Matka powtórnie wyszła za mąż, za bardzo pobożnego człowieka, który został wyświęcony na kapłana. (U maronitów, podobnie jak we wschodnich obrządkach żonaty mężczyzna może zostać wyświęcony na kapłana, jednak kapłan nie może wstąpić w związek małżeński.) Być może przykład ojczyma i dwóch wujów, którzy byli eremitami, zainspirował młodego Yossefa, który już w wieku 14 lat zaczął rozmyślać nad wstąpieniem do klasztoru. Któregoś dnia mając 23 lata, po prostu wstał rano i nie żegnając się z nikim wyszedł z domu udając się do klasztoru w Maifuq. Został tam przyjęty na okres próbny. Do jego zadań należało segregowanie gałęzi morwy, z których miejscowi wieśniacy zbierali gąsienice jedwabników. Kiedy podczas pracy jedna z dziewczyn dla sprowokowania zakonnika rzuciła mu w twarz gąsienicę, brat Charbel doszedł do wniosku, że Maifuq nie jest miejscem dostatecznie odosobnionym i nie zrealizuje tu swojego ideału życia pustelniczego. Jak to miał w zwyczaju, zabrał się jeszcze tej samej nocy, nie mówiąc nic nikomu i uciekł z klasztoru, aby o świcie prosić o przyjście w klasztorze św. Marona w Annaya.

Klasztor św. Marona w Annaya

Klasztor św. Marona w Annaya

Odbył tam nowicjat i złożył pierwsze uroczyste śluby. Potem studiował teologię w klasztorze św. Cypriana, a jego mentorem i nauczycielem był św. Al-Hardini. W 1859 roku 23 lipa został wyświęcony na kapłana. Rok później miała miejsce sytuacja, którą dzisiaj w nieco innej wersji oglądamy w internecie i TV. Podburzeni przez Turków muzułmanie i druzowie zamordowali ponad 20 tys. maronitów. Palili i niszczyli kościoły, klasztory. Mnisi i wierni byli zabijani. W tej sytuacji setki maronickich, przerażonych i wymęczonych uciekinierów szukało schronienia w górach w klasztorze Annaya. To wydarzenie miało wielki wpływ na św. Charbela. Podjął on modlitwę i pokutę, jako zadośćuczynienie za morze niewinnie przelanej krwi, samemu szykując się do możliwego męczeństwa. Bóg miał jednak inne plany. Śmierć z ręki muzułmanów nie przyszła, za to jego udziałem miało być codzienne „białe męczeństwo”,

Po 15 latach życia we wspólnocie klasztornej mnich otrzymuje pozwolenie na schronienie się w Eremie św. Piotra i Pawła, położonym na wzgórzu naprzeciw klasztoru, wraz z dwoma towarzyszami. Tu spędzi następne 23 lata, aż do dnia swojej śmierci.

Życie eremity było bardzo surowe. Jego cela miała dokładnie 6 metrów kwadratowych i całe jej umeblowanie stanowiła: oliwna lampa, dzban z wodą, drewniany głęboki talerz, taboret służący za stół i kamienne krzesło. Za posłanie służyła św. Charbelowi mata z koziej skóry i deska pod głowę. Nie były zresztą specjalnie eksploatowane, ponieważ ten święty pustelnik spał tylko 3 godziny na dobę. Resztę czasu zajmowała mu modlitwa i praca. Siedem razy dziennie odmawiał brewiarz, codzienną Mszę Świętą odprawiał w kościółku pustelni, modlił się również szczególnie za dusze cierpiące w czyśćcu oraz miał ogromne nabożeństwo do matki Bożej czcząc ją szczególnie poprzez odmawianie różańca.

Spożywał jeden posiłek w ciągu dnia – około godziny trzeciej. Była to zupa z samych warzyw. Nie jadał ani mięsa ani owoców, mimo, że jego główne zajęcie stanowiła uprawa winogron. Styczności z pieniędzmi unikał jak ognia, jeśli był zmuszony przyjąć jakieś oddawał je natychmiast przełożonym. Swoją pustelnię opuszczał tylko, żeby odwiedzić chorego i na wyraźne polecenie przełożonego. Tak upłynęły św. Charbelowi 23 lata, w samotności, na pogłębianiu relacji z Bogiem, pracy modlitwie i wyzbywaniu się wszystkiego, co należy do świata. 16 grudnia podczas odprawiania Mszy Świętej w momencie podniesienia kielicha z Krwią Pańską święty pustelnik dostał ataku serca. Po krótkiej chorobie odszedł z tego świata w wieczór wigilijny 1898 roku.

Cela św. Charbela w eremie św. Piotra i Pawła

Cela św. Charbela w eremie św. Piotra i Pawła

Jak to jednak z wielkimi świętymi bywa, na śmierci jego aktywność się nie skończyła. Ciało świętego mimo sugestii kilku braci, podczas nieobecności przełożonego, zostało pochowane we wspólnym grobie. Brat, który podczas nieobecności przełożonego pełnił jego obowiązki zawyrokował, że „jeśli o. Charbel był naprawdę święty, sam się obroni”. Cóż było czynić, święty zakonnik był posłuszny nawet po śmierci. Jak się okazało, przez 45 dni po pogrzebie, z grobowca zakonników, w którym spoczęło ciało św. Charbela wychodziło dziwne światło, które widoczne było w całej dolinie. Ludzie z niedalekiej wioski przychodzili do braci informować ich o dziwnym świetle, ale mnisi niczego nie widzieli. Przełożony zakonu, po swoim powrocie, chcąc się przekonać  o prawdziwości tego zjawiska, udał się wieczorem do jednego z pobliskich domówi i rzeczywiście, zauważył światło wychodzące z grobu, w którym został złożony zakonnik. Również prefekt miejscowej policji, który w tych dniach, szukał w pobliskich lasach zbiegłych więźniów zaświadczył o tym, że wraz ze swoimi ludźmi widział światło wydobywające się z grobu zakonników. Wieść o tym rozeszła się po okolicy. Były nawet próby włamania się do grobu i wykradzenia ciała. Wobec tej sytuacji przełożony klasztoru zdecydował o przeniesieniu ciała świętego do osobnego grobu. Podczas ekshumacji, przeprowadzonej cztery miesiące po pogrzebie zauważono, że w grobie braci jest pełno błota a na nim unosi się ciało św. Charbela w stanie nienaruszonym. Skóra zachowała swoją elastyczność i kolor, pokryła się jedynie niewielką warstwą białawej pleśni.  Zauważono też, ze z boku świętego wydobywa się nieokreślona substancja, jakby surowica. Była ona przyczyną skorodowania i zniszczenia 2 kolejnych grobowców, w których spoczywało ciało świętego. A bracia co dwa tygodnie musieli zmieniać habit św. Charbelowi, ponieważ po tym czasie był już cały mokry od zagadkowej substancji. Płyn wydzielał się z boków świętego, a jego ciało nie ulegało rozkładowi dokładnie do dnia w którym został ogłoszony świętym. Po tym dniu niebo pozwoliło, na „naturalny bieg rzeczy”.

Cuda świętego Charbela

Operacja

Nouhad Al-Chami w 1993 roku była matką dwanaściorga dzieci, która zachorowała na połowiczne porażenie z podwójnym zablokowaniem tętnicy szyjnej. Lekarze byli jednomyślni, sytuacja jest beznadziejna. Jedynym rozwiązaniem jest operacja, ale i ona nie dawała tylko nikłą nadzieję na wyzdrowienie. Wobec takiej diagnozy Nouhad nie chciała nawet rozważać poddania się operacji. Z dnia na dzień jej stan pogarszał się dość gwałtownie. Jedną stronę ciała miała już całkowicie bezwładną, traciła też powoli zdolność mówienia i przyjmowania pokarmów. Dzieci bardzo ciężko przeżywały pogarszający się stan zdrowia matki. Dlatego jej najstarszy syn Saad udał się na grób św. Charbela, znajdujący się niedaleko w libańskim klasztorze w Annaya, prosząc o uzdrowienie matki. Przyniósł stamtąd również odrobinę poświęconego oleju, którym natarł matkę po powrocie. Jak wspomina Nouhad, po nałożeniu oleju poczuła coś podobnego do mrowienia w sparaliżowanej części ciała, ale na tym się skończyło.

Jednak tej samej nocy z 21/22 stycznia miała bardzo dziwny sen. Śnił jej się św. Charbel, którego wcześniej wielokrotnie prosiła o pomoc. W wielkiej jasności przyszedł do niej wraz z innym, nieznanym jej mnichem. Powiedział jej, że przyszedł ją uzdrowić i że zoperuje jej szyję. Kiedy kobieta próbowała się opierać, mnisi nalegali i powiedzieli, że jest to konieczne do jej uzdrowienia. Kiedy pytała go, w jaki sposób zamierza ją operować, skoro nie ma nawet narzędzi, św. Charbel położył ręce na jej szyi i rozciął jej skórę… palcami. Ból, jaki poczuła kobieta był bardzo realny, nie wydawał się snem, jednak nie mogła się w żaden sposób ruszyć. Po skończonej operacji podszedł do niej również drugi mnich, który do tej pory stał z daleka i obaj posadzili pacjentkę na łóżku. Święty Charbel podał jej szklankę z woda do picia, ale kobieta oponowała, mówiąc, że nie może nic pic bez słomki, z powodu paraliżu języka. Św. Charbel jednak z charakterystyczną dla siebie prostotą i konsekwencją odpowiedział, że przecież została uzdrowiona i teraz będzie mogła jeść, pić, a nawet chodzić. Potem obydwaj święci zniknęli w świetle, a kobieta się obudziła. Jakie było jej zdziwienie, kiedy obudziła się w pozycji siedzącej, w jakiej „w jej śnie” zostawili ją mnisi! Odtworzyła w pamięci cały sen i od razu instynktownie dotknęła szyi i przeraziła się po raz drugi. Czy to nie tą właśnie rękę, którą dotyka teraz szyi miała sparaliżowaną? Zerwała się na równe nogi i pobiegła do lusterka, a przecież od długiego czasu nie była w stanie wstać z łóżka. Okazuje się, że teraz może bez najmniejszego wysiłku samodzielnie się poruszać. Po zerknięciu do lustra kolejny szok. Po obu stronach szyi ma dwa równoległe, dwunastocentymetrowe szwy, świeżo zszyte nićmi chirurgicznymi, a na nocnej koszuli, którą miała na sobie, plamy krwi.

Zaalarmowany hałasem i światłem palącym się w pokoju małżonki, przyszedł mąż, który na widok żony, która stoi o własnych siłach, z plamami krwi na koszuli i wielkimi bliznami na szyi zaczął przeraźliwie krzyczeć. Chwilę trwało zanim doszedł do siebie, kiedy żona opowiedziała mu o swoim śnie i o cudownej interwencji św. Charbela. Następnego dnia, już o świcie małżonkowie przybyli do klasztoru w Annaya, żeby złożyć świadectwo tego cudownego uzdrowienia.

Od tej pory wszyscy znajomi, którzy towarzyszyli kobiecie w chorobę odwiedzali ją i z niedowierzaniem patrzyli na zupełnie zdrową kobietę, a wieść o jej uzdrowieniu rozeszła się szerokim kręgiem po okolicy. Równie sceptyczni lekarze ze szpitala w Bejrucie zdjęli szwy w kilka dni później i stwierdzili zupełne wyzdrowienie. Wobec stale roztaczającej coraz większy krąg wieści o uzdrowieniu kobiety, która obiegła już cały Liban i napływających gromadnie ludzi ze wszystkich stron kraju, którzy naocznie chcieli przekonać się o prawdziwości cudu, proboszcz miejscowej parafii i lekarz rodzinny zalecili kobiecie wyjazd na jakiś czas, póki sytuacja trochę nie okrzepnie. Jednak tej samej nocy św. Charbel ponownie ukazał się kobiecie we śnie mówiąc, żeby nigdzie nie wyjeżdżała. „Zoperowałem cię, aby ludzie cię widzieli, i aby wracali do wiary. Wielu oddaliło się od Boga, od modlitwy, od Kościoła. Proszę cię o uczestniczenie we Mszy Świętej przy pustelni w Annaya 22-go każdego miesiąca. Przez całe twoje życie, twoje rany będą krwawiły w każdy pierwszy piątek miesiąca oraz każdego 22-go w miesiącu, na pamiątkę otrzymanej łaski”. Św. Charbel wyjawił również, że mnichem, który towarzyszył mu w operacji był św. Maron, założyciel wspólnoty, do której należał św. Charbel.

Od tej pory kobieta co miesiąc stawia się w określonym przez Charbela terminie i uczestniczy we mszy św. w Klasztorze w Annaya, a wraz z nią tłumy wiernych.

Św. Charbel jednak jest świętym o wielkim geście i na tym jednym akcie uzdrowienia nie poprzestał. Z obrazu świętego Charbela zawieszonego w domu Nouhad zaczął wydzielać się olej, i pobłogosławił we śnie kobiety dąb który stał w jej ogrodzie. Od tej pory i olej z obrazu i liście dębu mają te same właściwości, co dąb na terenie klasztoru Annaya, w którego cieniu modlił się święty. Pielgrzymi rozebrali dąb z ogrodu kobiety po kawałku, zaświadczając jednocześnie, że każdy, kto napił się naparu zaparzonego z tego dębu, został uzdrowiony ze swojej choroby.

Liście dębu

Kolejnym przypadkiem uzdrowienia św. Charbela znanym społeczności libańskiej z prasy i z wielokrotnie dawanych publicznie świadectw jest uzdrowienie Nadii Sader, uroczej trzydziestolatki z wyższych sfer, matki dwójki dzieci, która jat twierdzi „lubi światowe przyjemności”. Kiedy została sparaliżowana przez nieuleczalną chorobę i zmagała się z potwornym bólem, bez nadziei uleczenia, mimo wielkokrotnych konsultacji w najlepszych europejskich klinikach, bezradnie oczekiwała na śmierć.

Kiedy znajomi próbowali ją namówić do modlitwy i wypicia naparu z liści dębu, który zdobyli z ogrodu Nouhad Al-Chami cynicznie odmawiała. Dopiero zmęczona chorobą i nasilającymi się bólami postanowiła spróbować. Ledwie przełknęła łyk naparu doznała ogromnych boleści i popadła w konwulsje. Krzyczała z bólu i przerażenia. Przed omdleniem wyznała, że „widzi najświętsze Serce Jezusa, otoczone wielkim światłem”. Osoby, które były zebrane wokół Nadii oświadczyły, że straciła ona przytomność targana konwulsjami.  Widzieli również jak jej sparaliżowane nogi poruszają się w niewytłumaczalny sposób. Stan ten trwał trzy godziny. Kiedy się obudziła stwierdziła, że jest całkowicie uzdrowiona. Znów mogła wstawać, chodzić, zajmować się rodziną. Przede wszystkim jednak doznała łaski skruchy i mogła żałować, za popełnione w swoim życiu niewierności, a dzisiaj umacnia wiarę innych głosząc świadectwo swojego uzdrowienia.

Zakończenie

Te i wiele innych cudów uczynionych przez świętego Charbela znajdziecie w książkach, które na jego temat coraz liczniej pojawiają się w Polsce. Coraz częściej można tez zobaczyć oferty pielgrzymek i wyjazdów – to dla tych, którzy chcieliby osobiście odwiedzić grób świętego i prosić o łaski dla siebie i bliskich. Ja sama doświadczyłam wielokrotnie, że św. Charbel jest ogromnym orędownikiem, a przyłożony w bolące miejsce wizerunek świętego, przy wezwaniu jego wstawiennictwa, przynosi znaczną ulgę.

Życzę wam, żebyście znaleźli w nim wielkiego przyjaciela i orędownika.