Pope-John-Paul-II-1978.10.19

Karol Wojtyła – zwykły bohater

O „naszym” – od niedawna oficjalnie świętym papieżu, napisano już niemal wszystko. Wiecie o nim być może znacznie więcej niż ja. Chciałabym jednak tym tekstem zaprosić Was do spojrzenia na niego trochę inaczej. To trudne, kiedy było się świadkiem jego życia i zrósł się z naszym własnym niemal jak członek rodziny, a w patrzeniu na bliskich często brakuje nam dystansu. Trudne tym bardziej, że wszystkie książki i artykuły powielają z jednej strony znane i wielokrotnie wałkowane fakty, z drugiej doszukują się wszędzie sensacji.

Świętość jest dla wszystkich

Ja chciałabym, żebyście spojrzeli na niego, jak na jednego z nas. Jak na człowieka. Bo przecież świętość nie wyklucza człowieczeństwa. Całe szczęście! Może teraz świętość nie będzie nam się tak „źle” kojarzyć?! Przestaniemy ją postrzegać w tak nudnych i odrealnionych barwach? Karol, przy całej swojej świętości, był całe życie bardzo zwykły, a to bardzo dobra wiadomość, bo dowodzi, że moje i Twoje życie, w którym być może nigdy nie wydarzyło się absolutnie nic niezwykłego, może być święte! Karol jest dowodem na to, że świętość jest dla wszystkich – dla bardzo zwykłych ludzi również, a może przede wszystkim! Powiesz, że się wydurniam – w końcu zostanie papieżem to dość niezwykłe doświadczenie, ba pierwszym z tej części Europy, pierwszym z poza Włoch. Tak, to jest niezwykłe, ale droga do tego wydarzenia była sumą interwencji Boga, Jego prowadzeniem krok po kroku, przez bardzo zwykłe wydarzenia. Zupełnie nie odbiegające od tego z czym i Ty się borykasz. Różnica może polegać tylko na tym, że Karol bardzo świadomie zaprosił Boga do swojego życia i od tego czasu powierzył Mu siebie i rzez jasna, wszystkie decyzje i był temu wierny.

ks. Karol Wojtyła – Wycieczki podczas prowadzenia duszpasterstwa akademickiego

Nie ma przypadków

Z biegiem czasu przekonuję się, że Bóg ma na nasze życie bardzo konkretny i bardzo indywidualny plan. A każde wydarzenie w naszym życiu temu planowi jest podporządkowane i jemu służy. Właśnie dla jego realizacji wyposażeni jesteśmy w pewne unikalne kombinacje talentów i umiejętności. Kluczowym naszym zadaniem staje się zatem odczytać ten Boży zamiar, w kontekście naszych talentów i wydarzeń, które nas w życiu spotykają, a potem zaufać dobroci Boga. Zaufać, to znaczy nawet w trudnych wydarzeniach które nas spotykają nie posądzać Boga o upodobanie do katowania nas, a to przychodzi z zadziwiającą łatwością, ale uwierzenia, że to co się nam przydarza jest darem Bożej miłości.

Bilans strat

Karol stracił swoją matkę kiedy miał 9 lat. Właściwie już jego poczęcie i ciąża były dla Emilii Wojtyłowej zagrożeniem zdrowia. Podjęła jednak decyzję i na świat przyszedł Karol. Niemniej kolejne lata były ciągłym pogarszaniem się stanu zdrowia matki, która umarła 3 tygodnie przed Pierwszą Komunią Świętą Karola. Niedługo potem umiera starszy brat, który na studiach medycznych opiekując się chorą koleżanką zaraża się szkarlatyną. Już tyle wystarczy, żeby czuć się człowiekiem zbyt doświadczonym przez los…Obie te straty Karol bardzo mocno przeżył. Niestety to nie koniec. Po pierwszym roku studiów na jego ukochanym Uniwersytecie Jagiellońskim, gdzie ogromną radość sprawiało mu studiowanie, oddawanie się filozofii, literaturze, teatrowi, w jego życie niczym tornado wkracza wojna i zabiera marzenia o nauce, sztuce,  dotychczasowym życiu. Zabiera młodość i radość, która powinna jej towarzyszyć. Potem zabiera ojca, który umiera i przyjaciół, którzy giną w obozach koncentracyjnych albo w walkach. Można pomyśleć: po co komu takie doświadczenia? Samotności, straty, bólu, okrucieństwa… to zbyt dużo dla jednego człowieka. Jednak ostatecznie to podczas wojny, podczas pracy w kamieniołomie Karol odkrywa powołanie do kapłaństwa, które wcale nie przyszło jako wielkie mistyczne przeżycie. Było zadziwiająco „zwykłym” doświadczeniem. Dojrzałą decyzją, skutkiem poszukiwań i życia duchowego jakie prowadził. Seminarium kończył konspiracyjnie w Krakowie, za ujawnienie groziło rozstrzelanie. Jego życie było w rękach pozostałych seminarzystów i on miał w swoich rękach ich życie. Po ukończeniu seminarium, już po wojnie, wyjeżdża do Rzymu na studia doktoranckie. Potem wraca i jako wikary zaczyna posługę kapłańską w małej parafii.

… i zysków

Wreszcie suma wszystkich doświadczeń zaczyna się składać w pewną całość. Karol prowadzi swoich wiernych jako wikary, potem studentów jako wykładowca na UJ, następnie duszpasterz akademicki, wreszcie diecezję, jako biskup. Wszystko odbyło się zwyczajnie, krok po kroku, ale czy gołym okiem nie widać w tym wielkiego planu Mądrości Bożej? Posługiwanie w Kościele w czasie komunizmu nie różniło się momentami od życia w realiach wojny, tylko tym razem odpowiedzialność była większa – nie wyłącznie za siebie, ale za powierzonych mu wiernych. Utrata ojca i matki w młodym wieku popchnęła go niejako i pozwoliła mocniej przylgnąć do Boga Ojca i Maryi, w których od tej pory miał jedyne oparcie i być może tylko dzięki temu miał siłę przebyć swoją drogę, aż do końca.

Do Rzymu, w którym robił doktorat wrócił potem jako kardynał i bez kompleksów funkcjonując w środowisku międzynarodowym dał się poznać na Soborze Watykańskim II, mając swój duży wkład w jego prace. Kościołowi na soborze służył właśnie swoim naukowym i uniwersyteckim doświadczeniem, przygotowany do funkcjonowania w środowisku międzynarodowym, przez swoje zagraniczne studia doktoranckie. Najpełniej jednak to doświadczenie zrealizował przez lata służąc Kościołowi jako papież. Czy nie wykorzystał doświadczenia duszpasterstwa akademickiego skupiając wokół siebie i ewangelizując młodzież całego świata podczas „Światowych dni młodzieży”? Czy to nie studia w Rzymie przygotowały go do funkcjonowania w środowisku międzynarodowym? Czy wreszcie doświadczenie prowadzenia Kościoła w realiach komunizmu nie zaowocowało jego zaangażowaniem, już jako papieża w zwalczanie tego systemu, przez wlewanie w ludzi odwagi do upomnienia się o wolność? Ale nie wolność w rewolucyjnym sensie, ale wolność jaką każdy osiąga w podążaniu za nauką Ewangelii.

ks. biskup Karol Wojtyła

ks. biskup Karol Wojtyła – czasem częścią pracy jest czekanie…

Walka Dawida z Goliatem

Ta właśnie odwaga. Odwaga upominania się o prawo do wolności wybrzmiewała podczas pierwszej pielgrzymki Karola – papieża, Jana Pawła II do ojczyzny. To jego modlitwa o Ducha Świętego dla narodu, podczas Mszy Świętej na pl. Zwycięstwa (dziś pl. Piłsudskiego), jego wołanie „nie lękajcie się”, jego wskazywanie na miłość jako środek walki ze złem, nawet rozumianym jako totalitaryzm, wreszcie jego umiejętność gromadzenia wokół siebie wielkich tłumów, które po raz pierwszy spostrzegły, że są ogromną siłą zjednoczoną wspólną wiarą, której to siły nie można ani lekceważyć, ani zastraszyć. To ta odwaga zaszczepiona w ludziach była w stanie „rozmontować” system komunistyczny w Polsce, a potem rozlać się na Czechosłowacje, NRD, Węgry, w sposób pokojowy, bez większych strat, wojen, rewolucji. Czy to wszystko wydarzyłoby się bez głębokiego doświadczenia przez papieża, zarówno tragedii wojny, jak i komunizmu?

Cena, zawsze jest jakaś cena…

Tak, wszystko ma swoją cenę. Upominanie się o wolność Polski w listach do Breżniewa, jako odpowiedź na wprowadzenie stanu wojennego w Polsce (grudzień ‘80 roku). Upominanie się o wolność Polski publicznie, na arenie międzynarodowej, skutkuje zamachem na Placu Świętego Piotra (13 maja 1981 roku), właściwie w swoim zamiarze pokazową egzekucją, na oczach niemal całego świata. Ale tu właśnie przynosi kolejne owoce tak bezgraniczne oddanie się Karola Matce Bożej, której, jak sam mówi, zawdzięcza życie. „Czyjaś ręka strzelała, ale inna ręka prowadziła kulę”. Utajnione za życia papieża zdjęcia rentgenowskie pokażą, że kula w ciele papieża wykonała niewytłumaczalny prawami fizyki zygzak, omijając najważniejsze narządy wewnętrzne i przeszywając jego ciało na wylot. Równie dziwne jest to, że nie raniła stojącego tuż za nim sekretarza.

Papież miał głęboką potrzebę podziękowania Matce Bożej Fatimskiej, za uratowanie życia. Wiedział, że jej zawdzięcza tę „interwencję”, ponieważ zamach nastąpił w rocznicę Jej objawień w Fatimie, a „trzecia tajemnica Fatimska”, której treść później przestudiował, zdawała się wskazywać na to właśnie doświadczenie. Dlatego rok później pielgrzymuje do Fatimy i w koronie figury Matki Bożej Fatimskiej składa w hołdzie kulę, która go przeszyła w dniu zamachu. Mało kto wie, że w tym samym dniu podczas głównych uroczystości miał miejsce drugi zamach i papież został poraniony nożem przez jednego z duchownych, jednak był w stanie dokończyć prowadzenie uroczystości. Fakt ten był długo utrzymywany w dyskrecji, ale nagrania tv z tej pielgrzymki rzeczywiście to zdarzenie dokumentują.

Papież raniony kulą - zamach na Pl. św. Piotra 13 maja 1981

Papież raniony kulą – zamach na Pl. św. Piotra 13 maja 1981

Nigdy nie ma tego złego

Jest pewna prawidłowość w „złych rzeczach”, które nas spotykają. Jeśli tylko je przyjmiemy i ofiarujemy Bogu, tracą swoja niszczycielską moc i stają się jak miecz obosieczny, który owszem, sieje prawdziwe spustoszenie, ale w szeregach złego. Papież podkreślał wielokrotnie po zamachu, że jest wdzięczny za doświadczenie cierpienia i przyjmuje je, ofiarowując za Kościół. Być może otwarcie się na Wolę Bożą, na akceptację tego trudnego doświadczenia, pozwoliło mu je głębiej czytać. W wyniku tej właśnie przenikliwości rok później w Fatimie dokonał zawierzenia całego świata Niepokalanemu Sercu Maryi, a 2 lata później (w 1984 r.), w sposób szczególny Rosji. Czy wydarzenia upadku komunizmu, które opisaliśmy wyżej przypadające na niedługi czas po tym akcie mogą być tylko przypadkiem?

Kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony

Wreszcie ostatnie lata posługi papieża były zmaganiem z chorobą. Być może tak jak ja widzieliście jego niedzielną modlitwę „Anioł Pański” albo relacje z audiencji. Ostatnie z nich oglądałam, nie kryję, z pewnym zażenowaniem, patrząc na zmagania papieża z własnym ciałem, z cierpieniem i chorobą. Cały świat na niego patrzył i być może duża jego część była zażenowana jak ja. Ale znów, jego choroba przyjęta i zaakceptowana, przeżywana w sposób świadomy i pełen akceptacji przypadła na czasy, w których otwarcie dyskutowano w Europie o eutanazji, o próbie usunięcia doświadczenia choroby i starości z życia ludzi. Dla przywódcy Kościoła był to czas ewangelizowania, uczenia wiernych własnym przykładem, jak podchodzić do cierpienia we własnym życiu. Skąd papież miał siłę do przeżywania cierpienia i choroby z taką godnością? Oczywiście z łaski Boga, ale nie zapominajmy, że jego pierwszą nauczycielką akceptacji i przeżywania cierpienia była jego matka. Jak papież sam powie, to ona nauczyła go jak przeżywać chorobę i cierpienie…

Historia w tym punkcie zdaje się jakby zataczać koło doświadczenia. Życie Karola wydaje się być pełne. Pełne w mierze dni i doświadczeń. W przeżyciu i wykorzystaniu każdego doświadczenia i każdego talentu jaki otrzymał. W realizacji każdego zamysłu Boga.

Papież Jan Paweł II i kard. Ratzinger

Papież Jan Paweł II i kard. Ratzinger

Zwykły bohater

Przyglądając się życiu papieża, które składało się przecież z bardzo zwykłych dni i zdarzeń, a które ułożyło się w absolutnie niezwykłą historię, dochodzę do wniosku, że żadne doświadczenie, które go spotkało nie było na marne. Wszystko, dosłownie wszystko, było „po coś”.

Może przyglądasz się dzisiaj swojemu życiu i nie widzisz w nim nic niezwykłego – żaden powód do paniki – świętość też jest dla Ciebie. To tylko kwestia jednej decyzji i ponawiania jej każdego dnia potem. Jakiej? Już pisałam – oddania życia w ręce Boga i zaufania, że Jego miłość Cię poprowadzi. A jeśli nie widzisz sensu w wydarzeniach, które Cię spotykają, w trudnościach, które się przed tobą piętrzą, poproś Karola, to znaczy św. Jana Pawła II o pomoc, o łaskę ich przyjęcia i przeżycia zgodnie z Wolą Bożą, a potem patrz uważnie co się będzie działo.

Jestem pewna, że za wiele lat, będziesz jak Abraham i jak Karol „syty dni” i patrząc na swoje życie wstecz zobaczysz, że wszystko było „po coś” i żadnego z danych Ci doświadczeń nie zmarnowałeś. A mimo, że żyłeś zwyczajnie, osiągnąłeś „rzeczy wielkie”.

Papież Jan Paweł II

Papież Jan Paweł II