Cristiada

Cristiada – film, który trzeba zobaczyć

Z dużym opóźnieniem obejrzałam wreszcie Cristiadę – film w Polsce był skąpo dystrybuowany i szybko zniknął z kin, a szkoda. Muszę przyznać, że trwało kilka dni, zanim okrzepła we mnie burza emocji, którą wywołał. I chociaż gra aktorska nie predystynuje do Oskara, a w filmie wieje patosem,  jednak (i to robi największe wrażenie), film jest zapisem autentycznych wydarzeń. Nawet tych krwawych, nawet tych wydaje się przerysowanych. Oglądając ten obraz, a będąc wierzącym człowiekiem nie sposób uciec od trudnych pytań: czy wolno sięgać po broń i zabijać w obronie wiary?, czy ta przemoc była konieczna?, dlaczego nie udało się uratować tego czy tamtego bohatera opowieści?, czy musieli zginąć? Złapałam się sama na tym, że jestem zbyt skrzywiona hollywoodzką papką z „happy endem”. Z Bożej perspektywy niekiedy „szczęśliwe zakończenie” nie oznacza „żyli długo i szczęśliwie”. Może trochę jak w dzisiejszym czytaniu u św. Pawła: „Chrystus będzie uwielbiony w moim ciele: czy to przez życie, czy przez śmierć. Dla mnie bowiem żyć – to Chrystus, a umrzeć – to zysk”. Tylko skąd w dzieciaku, który może mieć niewiele więcej niż 10 lat taka odwaga wiary, taka jej dojrzałość? Bohaterowie filmu są dla mnie pół na pół i wyrzutem sumienia i inspiracją. Ale najważniejsze – nie są fikcyjni!

Jeszcze nie opieraliście się aż do przelewu krwi, walcząc przeciw grzechowi (Hbr. 12, 4), tłucze mi się w głowie od jakiegoś czasu. Przeciw grzechowi, we mnie, przeciw złu we mnie – to jest jasne, to jest zadanie na dziś – teraz. Ale czy nie przyjdzie nam się opierać aż do krwi – realnie, tak jak im? W miejscu w którym żyjemy…, w Europie? A wtedy czy sytuacja nie przesieje nas jak plewy? Co wybierzemy? Za czym się opowiemy, jakich dokonamy wyborów? Czy będzie nas stać na czyny, nie tylko deklaracje?

Polecam wam film. Poza tym wszystkim, jest filmem o bardzo ciekawej, żywej akcji i wciągającej fabule. Pod tym względem jest lepszy od wszystkiego co teraz zobaczycie w kinie.