modlitwa

Modlitwa jak podatki?

Gdy Jezus przebywał w jakimś miejscu na modlitwie i skończył ją, rzekł jeden z uczniów do Niego: Panie, naucz nas się modlić, jak i Jan nauczył swoich uczniów. A On rzekł do nich: Kiedy się modlicie, mówcie: Ojcze, święć się imię Twoje, przyjdź królestwo Twoje. Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj i przebacz nam nasze grzechy, bo i my przebaczamy każdemu, kto nam zawinił; i nie dopuść, byśmy ulegli pokusie.

Przykro to powiedzieć ale większości z nas modlitwa kojarzy się niemal podobnie jak podatki – nikt tego nie lubi robić, ale płacić trzeba. Niektórzy nawet dosłownie, traktują modlitwę jako rodzaj daniny, którą trzeba uiścić, żeby nie rozgniewać „kapryśnego Boga”.

Ta część, która chce się modlić gorliwiej, przeżywa roztargnienia, trudności, oschłości… Zaangażowani emocjonalnie w modlitwę jesteśmy tylko wtedy, kiedy musimy akurat coś ważnego „wyprosić”. Gdyby Bóg był firmą wysyłkową z pewnością doceniłby jakimś gratisem nasze starania o formę i przemyślność w tym zakresie.

Jedno jest pewne – jeśli modlitwa Cię nudzi, to najprawdopodobniej dlatego, że modląc się całe życie gadasz wyłącznie… – ze sobą!

Prawdziwa modlitwa, czyli spotkanie/rozmowa z Bogiem – ZMIENIA. Nie mam co do tego wątpliwości, czytając Ewangelię. Jak musiał wyglądać Jezus po przyjściu z modlitwy, że prosili Go aby ich „też tak nauczył”? 😉

Niezależnie od tego ile masz lat, jeśli nudzisz się na modlitwie, albo traktujesz ją jako obowiązek, może warto, żebyś z tej wyproszonej przez jednego z uczniów lekcji skorzystał.

Na początek wystarczy przyswoić tylko jedną rzecz, nie przemęczając się… – zacząć od jednego słowa…- „Ojcze”.

Ojcze – a nie „Szanowna Złota Rybko”. To jedno słowo ustawia zupełnie nową perspektywę. Po pierwsze, jeśli to jest twój Ojciec, to Ty jesteś synem/córką, co oznacza, że sroce spod ogona nie wypadłeś i masz godność, o jakiej nawet nie śniłeś. „Skoro jesteś synem to i dziedzicem”… – nie brzmi logicznie? A skoro dziedzicem wszystkiego co zostało stworzone, to może czas przestać rozmieniać się na drobne i nie prosić o pierdoły?

Po drugie „Ojcze” oznacza, że stajesz przed kimś, kto nie tylko dał Ci życie, ale kto Cię kocha, i sam z siebie, bez twojego „wypraszania” chce Ci dać wszystko, co najlepsze. Można więc darować sobie co wieczór recytowanie listy życzeń i … zacząć rozmawiać.

Czy muszę nadmieniać, że rozmowa z założenia uwzględnia nadawanie i odbiór?