praca

Niedzielna praca w g… się obraca

Tak zwykła mawiać moja najukochańsza „ciocia prababcia”. I chociaż była starszą, niewykształconą osobą, była niezwykle mądrym człowiekiem. Starsi ludzie posiadali kiedyś tę mądrość i dystans, których nam dzisiaj bardzo brakuje. Nie wiem czy „ciocia”, jak ją wszyscy nazywaliśmy, znała treść objawienia z La Salette, ale z pewnością miała podobne stanowisko w sprawie niedzielnej pracy, co Matka Boża.

W 1846 roku płacząca Matka Boża przekazała następujące słowa dwójce małych dzieci:

Jeżeli mój lud nie zechce się poddać, będę zmuszona puścić ramię Mojego Syna. Jest ono tak ciężkie i tak przygniatające, że już dłużej nie będę mogła go podtrzymywać. Od jak dawna już cierpię z waszego powodu! Chcąc, aby Mój Syn was nie opuścił, jestem zmuszona nieustannie wstawiać się za wami. Ale wy sobie nic z tego nie robicie. Choćbyście wiele się modlili i czynili, nigdy nie zdołacie wynagrodzić mi trudu, którego się dla was podjęłam.

Dałam wam sześć dni do pracy, siódmy zastrzegłam sobie i nie chcą mi go przyznać. To właśnie czyni ramię Mego Syna tak ciężkim (…) Jeżeli zbiory się psują, to tylko z waszej winy. Pokazałam wam to zeszłego roku na ziemniakach, ale nic sobie z tego nie robiliście; przeciwnie, znajdując zepsute ziemniaki, przeklinaliście, wymawiając Imię Mojego Syna. Będą się one psuły nadal, a tego roku na Boże Narodzenie nie będzie ich wcale.”

Rzeźba przestawiająca scenę objawienia Matki Bożej w La Salette

Zaczęłam się zastanawiać, jak jest z moją niedzielą, bo to nie przelewki. Czy niedziela jest dla mnie dniem odpoczynku i dniem zarezerwowanym na czas z Bogiem i z rodziną, czy na kończenie i nadrabianie zaległości w pracach, których w tygodniu nie udało się załatwić? Z przykrością stwierdzam, że nie zawsze jestem bez winy. Choćby w ostatnim tygodniu – „jeszcze tylko jeden ważny mail, w poniedziałek będzie za późno”- i tak cały czas. Nawet jeśli nie pracuję w niedzielę (co się zdarza – nawet często), to jak leming idę do kina, kawiarni, restauracji, sklepu i … nie pozwalam innym nie pracować w niedzielę.

Tak. Centra handlowe w weekendy robią 80% swojej sprzedaży. Mój znajomy, właściciel sieci sklepów, bardzo się martwił, że rząd chce wprowadzić zakaz handlu w niedzielę. Prognozował, że jego przychody drastycznie spadną. Ale czy ludzie w tygodniu i w sobotę nie kupią tego, co mieliby kupić w niedzielę?

A sprawa nie wydaje się błaha. Konsekwencje tego, wydawałoby się z punktu widzenia „dzisiejszego człowieka” malutkiego grzeszku, są bardzo duże! W końcu chodzi o to, że cała nasza praca idzie na marne. Pracujemy i nic z tego nie mamy.

Jeśli zauważasz u siebie podobny syndrom: pracujesz bardzo dużo, a niczego nie osiągasz, wszystko przelatuje Ci przez palce – tak czas jak i pieniądze, ciągle żyjesz od pierwszego do pierwszego, albo i to niekoniecznie, to może warto się przyjrzeć swojej niedzieli? Wiem, niektórzy nie mają wyboru i muszą pracować w niedzielę. Są zawody, które nie pozostawiają w tej sprawie dowolności – lekarze, kierowcy autobusów ;-), ale jest cała reszta nas, która wybiera pracę w niedzielę i jest to kwestią własnej decyzji. Może niektórymi powoduje lęk, że muszą utrzymać rodziny, opłacić rachunki. Też tak mam. Ale bycie chrześcijaninem, to życie wiarą, że Bóg zatroszczy się o nasze potrzeby – jak mówi Ewangelia, a my mamy się troszczyć o Królestwo Niebieskie. Jednomyślna z Ewangelią jest Matka Boża z La Salette:

„Jeżeli [ludzie] się nawrócą, kamienie i skały zamienią się w sterty zboża, a ziemniaki same się zasadzą.”

Tymi słowami Matka Boża wyraża myśl, którą Jezus przekazał w kazaniu na górze:

„Nikt nie może dwom panom służyć. Bo albo jednego będzie nienawidził, a drugiego będzie miłował; albo z jednym będzie trzymał, a drugim wzgardzi. Nie możecie służyć Bogu i Mamonie. Dlatego powiadam wam: Nie troszczcie się zbytnio o swoje życie, o to, co macie jeść i pić, ani o swoje ciało, czym się macie przyodziać. Czyż życie nie znaczy więcej niż pokarm, a ciało więcej niż odzienie? Przypatrzcie się ptakom w powietrzu: nie sieją ani żną i nie zbierają do spichlerzy, a Ojciec wasz niebieski je żywi. Czyż wy nie jesteście ważniejsi niż one? Kto z was przy całej swej trosce może choćby jedną chwilę dołożyć do wieku swego życia? A o odzienie czemu się zbytnio troszczycie? Przypatrzcie się liliom na polu, jak rosną: nie pracują ani przędą. A powiadam wam: nawet Salomon w całym swoim przepychu nie był tak ubrany jak jedna z nich. Jeśli więc ziele na polu, które dziś jest, a jutro do pieca będzie wrzucone, Bóg tak przyodziewa, to czyż nie tym bardziej was, małej wiary?

 Nie troszczcie się więc zbytnio i nie mówcie: co będziemy jeść? co będziemy pić? czym będziemy się przyodziewać? Bo o to wszystko poganie zabiegają. Przecież Ojciec wasz niebieski wie, że tego wszystkiego potrzebujecie. Starajcie się naprzód o królestwo /Boga/ i o Jego Sprawiedliwość, a to wszystko będzie wam dodane. Nie troszczcie się więc zbytnio o jutro, bo jutrzejszy dzień sam o siebie troszczyć się będzie. Dosyć ma dzień swojej biedy.” Mt. 6, 24-34

Więc od czego jest niedziela? Od uczczenia Boga i miłości jaką okazał nam w Jezusie Chrystusie i Jego zbawieniu. Od brania udziału w Eucharystii, od rozważenia Ewangelii, którą Kościół tego dnia czyta, od bycia z rodziną.

Matka Boża w La Salette pyta: „Czy dobrze się modlicie, moje dzieci? – Niespecjalnie, proszę Pani. – Ach dzieci, trzeba się dobrze modlić, rano i wieczorem. Jeżeli nie macie czasu, odmawiajcie przynajmniej Ojcze nasz i Zdrowaś Maryjo, a jeżeli będziecie mogły, módlcie się więcej.

Latem na Mszę Świętą chodzi zaledwie kilka starszych niewiast. Inni pracują w niedziele przez całe lato, a w zimie, gdy nie wiedzą, czym się zająć, idą na Mszę świętą jedynie po to, by sobie drwić z religii. W czasie Wielkiego Postu chodzą do rzeźni jak psy!” 

Minęło 150 lat i ani jedno słowo nie straciło na aktualności! Muszę przyznać, że bezpośredniość wypowiedzi Matki Bożej robi na mnie wrażenie. Nie podejrzewałam jej o takie sformułowanie. Widać jednak z tego, że sprawa jest bardzo ważna, a Matka Boża nie jest rozlazłą dziumdzią, ale kobietą konkretną, aktywną i działającą. Dlaczego w ostatnich stuleciach tak często się objawia? Bo jest kobietą czynu. Bo chce ratować świat, bo ciągle działa i ciągle ma nadzieję. Nie zawiedźmy Jej, oddamy niedzielę Bogu, czyli tak naprawdę przywróćmy ją sobie. Bo czy Bóg potrzebuje czegokolwiek? Naszego udziału w Mszy Św., naszego świętowania niedzieli, naszej modlitwy?

NIE. BÓG NIE POTRZEBUJE NICZEGO. To my tego wszystkiego potrzebujemy.