wpis 14.09.2017

Niewielu chce Boga, każdy chce zrobić interes

Niestety nie wykluczając mnie. Przez lata moja gorliwość religijna powodowana była wyłącznie brakami i Pan Bóg był pomysłem jak sobie z nimi poradzić. Przyglądam się moim bliskim, rodzinie, znajomym i widzę znany mi syndrom. „Jak trwoga, to do Boga”, a po „pozytywnym załatwieniu sprawy” gorliwość w relacji z Bogiem automatycznie spada. W dzieciństwie najjaskrawiej zjawisko wzmożonej religijności objawiało się przed każda poważną klasówką, maturą, czy kolejnymi sesjami na studiach i równie dynamicznie spadało, aż do następnej sesji. Dzisiaj skala problemów się oczywiście zmieniła, a ponieważ problemy dorosłego pojawiają się częściej niż dwa razy do roku, można by mylnie przyjąć, patrząc z zewnątrz, że moja religijna gorliwość zmieniła się teraz w stałą, ugruntowaną relację z Bogiem. Prawda jest jednak żenująco inna. Zwyczajnie, nie za bardzo radzę sobie ze swoim życiem i to strach i bezradność pchają mnie w stronę kogoś większego i silniejszego. W Jego wszechmocy upatruję swojego ratunku i mam linię obrony. Gdybym jednak w dniu dzisiejszym pozbyła się wszystkich problemów, które mnie przerastają, przytłaczają i przygniatają i zyskała pełną wolność i tzw. dobrostan, czy moja relacja z Bogiem by przetrwała? Nie jestem taka pewna. W swoim życiu zdarzało mi się zostawiać Go dla bardziej błahych powodów – chłopaka, wymagań otoczenia.

Wszystko to skłania mnie do niezbyt chcianej refleksji, że jestem osobą, z którą ja sama nie chciałabym utrzymywać relacji. Budującą relację w oparciu o strach i bezradność, zwykła interesowność. Tymczasem do budowania prawdziwych relacji potrzeba wolności, samodzielności, dojrzałości i … miłości.

Wszystko mądrze. Tylko jak wyjść z tej patowej sytuacji? Problemy przecież nie znikną, a nikt inny nie bardzo jest w stanie mi pomóc. Kołacze mi się po głowie pewien fragment Ewangelii: „wie Ojciec wasz, czego wam potrzeba, zanim Go jeszcze poprosicie” (Mt. 6, 8).

Ciągle zapominam, że to mój Ojciec, a nie urząd, w którym trzeba załatwić odroczenie, po drugie, że On WIE, czego mi potrzeba.