najtrudniejsza modlitwa

Najtrudniejsza modlitwa świata

Bądź wola Twoja. Bądź wola Twoja jak w niebie tak i na ziemi”. Mówimy te słowa codziennie, czasem kilka, kilkanaście razy. Często jednak bez najmniejszej refleksji, jak mantrę. A jeśli chcieć potraktować je na serio, i powiedzieć z całą odpowiedzialnością i przyjęciem pełnej ich konsekwencji, jakoś nie chcą przejść przez gardło. Bo „na ziemi” oznacza tu. W moim życiu. Dookoła mnie. W mojej pracy, relacjach, rodzinie, karierze. Powiedzenie ich na serio oznacza oddanie komuś innemu prawa do decydowania o naszym życiu w każdej sprawie. I gotowości przyjęcia również tej części, której nie koniecznie chcielibyśmy doświadczać – bólu, cierpienia, zła.

Bądź wola Twoja”, jest modlitwą, której wypowiedzenie wymaga złamania siebie, swojej woli, zawieszeniu na kołku własnych planów. Z perspektywy naszego ego, jest to najtrudniejsza modlitwa na świecie.

Jednak jest jeszcze inna perspektywa – perspektywa wiary. W niej widzimy Boga, który jest Ojcem. Ojcem kochającym. Ojcem, który troszczy się o swoje dzieci. Ojcem, który ukochał je tak, że Syna swojego dał, aby je odkupić i przywrócić im życie wieczne. Ojcem, który jest nie tylko miłujący, ale wszechmocny, wszechmądry, miłosierny. W tej perspektywie powiedzenie „bądź wola Twoja” jest najmądrzejszą i najlepszą rzeczą jaką można zrobić. I nie tylko nie budzi lęku, ale jest rzeczą, której się pragnie z całego serca. Jedyną nadzieją na wyprostowanie pokręconych dróg i wyrównanie życiowych dołów. Szczególnie mając wspomnienie własnych wyborów i wtop.