grób

Tajemnica pustego grobu

Zmartwychwstanie Jezusa – na tym wszystko się zasadza i o to wszystko się rozbija. To na jego podstawie chrześcijanie żywią głębokie przekonanie, że istnieje życie wieczne i czynią wysiłki, żeby je otrzymać. Bez zmartwychwstania nie ma chrześcijaństwa. Nie tylko nie istnieje ono jako koncept pozbawiony celu, a w konsekwencji sensu, ale też wszelkie próby naśladowania Jezusa, byłyby co najwyżej niedorzeczną ekstrawagancją. Bo jeśli Jezus nie zmartwychwstał, nie ma dowodów na to, że istnieje życie po śmierci, więc wszelkie starania i próby moralnego życia nie mają racji, być może poza tą, że elitom politycznym mogłoby zależeć na tym, żeby za pomocą jakichś mechanizmów utrzymywać względny porządek w społeczeństwie. Zazwyczaj służy do tego prawo, ale prawo jest tak skuteczne jak skuteczne są organy ścigania. Ten system ma więc oczywistą słabość. Dajmy więc ludziom moralność – mogą myśleć rządzący – sami się będą pilnować albo będzie ich pilnował wymyślony Bóg. Jest to mocno rozpowszechniona koncepcja i jeśli nie byłoby zmartwychwstania nie można by jej odmówić w takim samym stopniu cyniczności i zasadności.

Poza tym, gdyby Jezus nie zmartwychwstał, okazałby się co najwyżej szalonym cieślą z Nazaretu, którego zmiażdżyły polityczne i religijne mechanizmy władzy, układów i zależności, nie zaś Bogiem i Synem Boga. Nie mielibyśmy też dowodu na istnienie Boga, poza relacjami tych, którzy jak twierdzą, rozmawiają z Nim, ale trudno ustroić w obiektywizm, prywatne, wewnętrzne doświadczenia poszczególnych osób, w przeciwieństwie do obiektywnych doświadczeń publicznych, zewnętrznych przejawów działalności i życia Jezusa. Wreszcie, jeśli Jezus nie zmartwychwstał, nie ma sensu przyjmowanie Jego nauki, ponieważ brakuje jej podstawowego elementu – wiarygodności. W końcu Jezus sam zapowiedział swoją śmierć i powstanie z martwych, jeśli więc to nie miało miejsca, Jezus nie jest wiarygodny, a zatem traci wiarygodność wszystko czego nauczał, choćby było najbardziej uzasadnione etycznie i moralnie.

Wyłania się zatem dość oczywisty wniosek – wystarczy podważyć zmartwychwstanie Jezusa, żeby obrócić w pył nie tylko całe chrześcijaństwo, ale również większą część świata, zbudowaną na chrześcijańskiej moralności. Nic zatem prostszego. Żeby pozbyć się chrześcijan i ostatecznie ich zdyskredytować wystarczy podważyć prawdziwość tego jednego zdarzenia. Dlaczego nikomu się to nie udało? Bądźmy szczerzy, wiara w powstanie z martwych człowieka, czyli że ktoś został zamordowany, pogrzebany, a potem trzeciego dnia ożył i żyje do dziś wydaje się tak absurdalna, że dużo łatwiej byłoby uwierzyć w jakąkolwiek teorię spiskową niż w to. Nie dziwi więc fakt, że koncepcja zmartwychwstania Jezusa rozgrzewa do czerwoności umysły sceptyków już dwa tysiące lat i mnożą pomysły na bardziej lub mniej sensowne wyjaśnienia faktu pustego grobu. Bo niestety, ani historycznego istnienia Jezusa, ani Jego śmierci na krzyżu, ani faktu pustego grobu nie da się podważyć. Badacze wszelkich dyscyplin, od historyków, archeologów, przez lingwistów, kulturoznawców, prawników, po lekarzy medycyny sadowej, czy patomorfologów etc. są co do tego w przeważającej większości zgodni. Pozostaje więc pytanie – jeśli naukowcy nie mają wątpliwości, że Jezus istniał, są zgodni co do sposobu Jego śmierci i nie budzi wątpliwości fakt, że umarł na pewno, ani że został złożony do grobu, a grób zapieczętowano – to dlaczego Go tam nie znaleziono?

Oczywiście moglibyśmy przyjąć, że uczniowie i zwolennicy wykradli ciało Jezusa – taka jest zresztą treść najstarszej polemiki chrześcijańsko-żydowskiej. Ale zwróćmy uwagę na dwie rzeczy. Pierwsza jest taka, że Żydzi nie przeczą faktowi pustego grobu, jedynie podają wytłumaczenie tego faktu, które wskazuje na kradzież ciała. Druga jest taka, że sugerowana kradzież nie ma większego sensu. Czy byłoby stać na ten czyn ludzi załamanych śmiercią mistrza, którzy rozproszyli się natychmiast po Jego śmierci i pozamykali w obawie przed Żydami, ponieważ bali się, że w dalszej kolejności i oni staną się celem ich ataków? Ewangelia wspomina o tym lęku i rozproszeniu bez ogródek. Poza tym, czy kradzież i ukrywanie zmasakrowanych zwłok nauczyciela, miałaby dać im wewnętrzną siłę i motywację do tego, żeby potem nagle, wyszli na ulice miasta, w którym dopiero co, rozegrały się te dramatyczne wydarzenia i gdzie czyhano być może również na ich życie, i głosić z mocą i przekonaniem że On żyje? Wreszcie, czy zaaranżowana przez nich samych mistyfikacja zmartwychwstania, miałaby ich przemienić na tyle, że rzucą wszystko i bez zapłaty, bez żadnych korzyści, niczym nie motywowani pójdą na wszystkie strony świata i będą głosić to kłamstwo o zmartwychwstaniu po całym świecie? Przecież to niedorzeczne. Nie mogło też chodzić o korzyści finansowe, jak mogą myśleć niektórzy, ponieważ Kościół zaczął być bogaty i wpływowy wiele wieków później. Wszystko z czym oni mieli do czynienia to prześladowania, wyśmiewania, sądy, więzienia, głód, zimno, tułaczka etc. Wreszcie – wszyscy oni z nielicznymi wyjątkami ponieśli śmierć męczeńską, za to o czym świadczyli. Nikt, zdrowy na umyśle, nie jest gotów umierać za kłamstwo. I nawet jeśli historia zna jakiś wyjątek w tej materii, nie zmienia to reguły. Nie oddajemy życia za kłamstwa, za złudzenia i fantasmagorie. To za co człowiek gotów jest umierać to prawda… może jeszcze miłość i wolność.

Trzeba więc być może zupełnie na serio zadać sobie pytanie – co, jeśli Jezus rzeczywiście zmartwychwstał? Co to zmienia dla świata, i co to znaczy dla mnie? Bo jeśli zmartwychwstał jak zapowiedział, to być może bardzo poważnie trzeba potraktować Ewangelie i każde Jego słowo, które jest w nich zapisane, bo On zdaje się być kimś, kto nie rzuca słów na wiatr.

 

Ewangelia:

Było już około godziny szóstej i mrok ogarnął całą ziemię aż do godziny dziewiątej. Słońce się zaćmiło i zasłona przybytku rozdarła się przez środek. Wtedy Jezus zawołał donośnym głosem: „Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha mojego”. Po tych słowach wyzionął ducha. Był tam człowiek dobry i sprawiedliwy, imieniem Józef, członek Wysokiej Rady. On to udał się do Piłata i poprosił o ciało Jezusa. Zdjął je z krzyża, owinął w płótno i złożył w grobie, wykutym w skale, w którym nikt jeszcze nie był pochowany. W pierwszy dzień tygodnia poszły skoro świt do grobu, niosąc przygotowane wonności. Kamień od grobu zastały odsunięty. A skoro weszły, nie znalazły ciała Pana Jezusa. Gdy wobec tego były bezradne, nagle stanęło przed nimi dwóch mężczyzn w lśniących szatach. Przestraszone, pochyliły twarze ku ziemi, lecz tamci rzekli do nich: „Dlaczego szukacie żyjącego wśród umarłych? Nie ma Go tutaj; zmartwychwstał”. (Łk 23, 44-46. 50. 52-53; 24, 1-6a)