Jerozolima

Taniec śmierci

Jeremiasz zostaje wyciągnięty z cysterny w ostatniej chwili. Niedługo potem miasto upada. Zajmuje je król babiloński i uprowadza do niewoli króla Judy, jego dwór i intelektualne elity państwa. Stało się dokładnie tak, jak przepowiedział Jeremiasz. Na nic się zdały wzmożone wysiłki w obronie miasta, nawet próba likwidacji niewygodnego proroka. Raz wypowiedziane przez Boga słowo musi się wypełnić, ponieważ ono jest „stające się” (urzeczywistniające się) już w momencie, w którym Bóg je wypowiada. I nie pomoże stawanie na głowie, zaklinanie rzeczywistości. Kolejny więc raz w historii Izraela wypełnił się scenariusz – lud odchodzi w grzech, Bóg woła ustami proroka o nawrócenie, lud lekceważy napomnienia, więc następuje wojna, niewola i śmieć. Jak refren motyw ten pojawia się na kartach Starego Testamentu.

Ludzie są niezmordowani w odchodzeniu od Boga poprzez łamanie Jego prawa i głusi na wołania proroków – sumienia narodu. W konsekwencji tracą kraj, wolność i życie.
Kiedy dostrzegają swój błąd wołają do Boga, a Ten ich ratuje – również niezmordowanie. Bo czy może matka nie być czuła na płacz swojego dziecka? Taniec odchodzenia i śmieci, ratowania i przywracania do życia trwa ponad tysiąc lat.

Aż kiedy wypełnił się czas, na ziemię przychodzi Mesjasz, żeby rzucić na nią ogień. Ogień bożej miłości. Miłości, która oczyszcza, wypala zło z każdego serca, które decyduje się na nią otworzyć, aby mogło wreszcie odwrócić się od zła i nie wpadać kolejny raz w demoniczny taniec śmierci.
Boża miłość jest ogniem, który wypala i niszczy to co złe. Oświeca ciemności grzechu ukazując prawdę o nim i o jego konsekwencjach. Utula i ochrania tych, którzy decydują się jej zawierzyć. Ci stają się bezpieczni, nawet pośrodku wojennej zawieruchy, jak Jeremiasz w samym środku oblężonego miasta, w którym jego wrogowie znajdowali się po obu stronach jerozolimskich murów.

Komentarz do czytań z dnia 17.08.2025