celnik i faryzeusz

Wujkowie i celnicy

Mam wujka, który zagadnięty przy okazji jakichś szczególnych okoliczności, czy wybiera się do spowiedzi, zawsze odpowiada:

– Ja się nie mam z czego spowiadać! Nikogo nie zabiłem, nikogo nie okradłem i nie wtykam nosa w niczyje sprawy. Niech się spowiadają ci, co mają z czego. Ciotka, bo pół dnia wczoraj pomstowała, albo sąsiadki plotkary! – rzuca na odchodne i zabiera się do jakiejś roboty, bo zawsze ma coś do zrobienia.

Już kilka razy słyszałam tę odpowiedź i niezależnie od upływającego czasu pointa jest ta sama. Wujek nie ma się z czego spowiadać, ale gorąco rekomenduje spowiedź żonie i połowie wsi. Może rzeczywiście w życiu jest tak, jak opisuje to dzisiejsza Ewangelia – ci przekonani o własnej bezgrzeszności, nie potrafią się uchronić od złośliwości wobec innych?

Faryzeusz z dzisiejszej Ewangelii rzeczywiście wydaje się nienaganny. Gdybyśmy byli jak on złośliwi, powiedzielibyśmy, że jest „świętszy od papieża”. Pości dwa dni w tygodniu, mimo że Prawo nakazuje tylko jeden dzień postu w roku – w Dniu Przebłagania. Faryzeusze jako stronnictwo stosowali post znacznie częściej. Mieli zwyczaj pościć w poniedziałki i czwartki, na pamiątkę wejścia i zejścia Mojżesza z Góry Synaj, kiedy to przyniósł ludowi dziesięć przykazań. Według tradycji miało to mieć miejsce w te właśnie dni tygodnia i post ten służył przebłaganiu za grzechy przeciwko Prawu, nawet te nieświadomie popełnione oraz za grzechy ludu. Taka praktyka postu choć znana i często spotykana wśród faryzeuszy miała jednak najczęściej charakter okresowy. Ktoś kto pościł dwa dni w tygodniu permanentnie, musiał być wielkim ascetą i należał do dalece odosobnionych przypadków.

Ponadto faryzeusz dawał dziesięcinę ze wszystkiego co nabywał, mimo że Prawo zobowiązywało do płacenia dziesięciny jedynie z plonów pól i przychówku trzody, a zatem od przychodów, a nie wydatków. Czyni tak najprawdopodobniej na wypadek, gdyby sprzedający tej dziesięciny nie uiścił.

Na pierwszy rzut oka te czyny wyglądają wspaniale. Nie dziwi zatem fakt, że jak pisze Józef Flawiusz, znany historyk starożytnego Izraela, faryzeusze cieszyli się powszechnym szacunkiem i uważani byli za gorliwych wyznawców Jahwe i obrońców Prawa.

Jednak intencję czynów faryzeusza odsłania jego modlitwa. Ktoś powiedział, że ludzie tak się modlą, jak żyją przed Bogiem. I modlitwa faryzeusza ma ten charakterystyczny rys – ogromną dwuznaczność. Słowa [statheis] tauta pros heauton [proseucheto] można przetłumaczyć jako „[stanąwszy] prosto, tak [się modlił]” lub jak jest w naszym tłumaczeniu: „[stanąwszy], [modlił się] w duchu”. Jednak zwrot ten można przetłumaczyć również jako: „[stanąwszy] zwrócony ku sobie samemu, tak [się modlił] do siebie” albo „[modlił się] skupiony na sobie” – i takie rozwiązanie sugerują najstarsze rękopisy.

Sformułowanie to, które sprawia tyle problemów tłumaczom, zawiera być może zupełnie celową dwuznaczność, i może być wyrazem ironii. Oto faryzeusz modli się skupiony na sobie, i wylicza Bogu swoje ofiary, podczas gdy modlitwa powinna być skupiona na Bogu. Poza tym, że jego modlitwa jest dwuznaczna, już w pierwszych słowach odsłania całą prawdę o nim samym i o jego intencjach: „Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak inni ludzie, zdziercy, oszuści i cudzołożnicy albo jak i ten celnik.” (Łk 18,11). Rozumiemy już skąd te posty i dziesięciny. Faryzeusz jest przekonany, że wszędzie otaczają go grzesznicy. To jest jego dyżurna opinia o świecie i jego braciach. Nawet kiedy wchodzi na modlitwę do świątyni, jego uwagę natychmiast przyciąga nie obecność Boga, ale obecność celnika.

Modlitwa faryzeusza jest więc, dla pozoru wyznanym dziękczynieniem, które tak naprawdę jest wyliczeniem Bogu cudzych grzechów i własnych osiągnięć. Jest postawieniem siebie w absolutnej opozycji do całej reszty. Faryzeusz o nic nie prosi. Jakby niczego od Boga nie potrzebował. Jakby nawet względem Boga był samowystarczalny.

Zupełnym przeciwieństwem modlitwy i postawy faryzeusza jest przywołana przez Jezusa postać celnika. Trudno sobie dziś wyobrazić z jak wielką niechęcią, właściwie pogardą byli traktowani celnicy. Gdyby chcieć szukać jakichś współczesnych odniesień, może postać sprzedawczyka, który kolaborował z nazistami i na tym zbijał majątek podczas wojny byłaby dobrym odniesieniem.

Celnicy byli odpowiedzialni za zbieranie podatków na rzecz okupujących Judee rzymian. Wysługiwali się więc okupantowi, a przy okazji budowali niemałe fortuny na pobieraniu znacznie wyższych danin, niż wynikało to z wymogów najeźdźcy, zostawiając nadwyżkę dla siebie. Za zdradę i za łupienie własnych braci każdy celni był w powszechnej i głębokiej pogardzie. Również powszechnie uznawany był za nieczystego, a jego majątek za splamiony niegodziwością, dlatego kapłani odmawiali przyjmowania ofiar pieniężnych od celników na rzecz świątyni.

Więc ten celnik – zdzierca i niegodziwiec, dość dobrze orientuje się w swojej sytuacji. Przede wszystkim, jak zaznacza Jezus, „staje z daleka”. Może to oznaczać, że nie tylko stanął gdzieś z tyłu, ale jak twierdzą inni komentatorzy, może oznaczać również, że nawet nie wszedł na dziedziniec wewnętrzny, na którym modlili się Żydzi, ale pozostał daleko na dziedzińcu pogan.

Dalej, „nie śmiał oczu wznieść ku niebu”. Spojrzenie kierowane w niebo było tradycyjnym gestem modlitwy i oznaczało zwrócenie się ku Bogu, do Jego tronu w niebie. Było symbolem zaufania i czystości. Tymczasem wzrok celnika skierowany jest ku ziemi, jako znak zawstydzenia z powodu grzechów (Ezd 9,6). Celnik nie czuje się godny zwrócić się wprost do Boga, bo wie, że z własnej winy oddalił się od Niego. Dlatego jedynie bije się w piersi, co jest gestem żalu i pokuty, który co prawda nie został uwieczniony w innym miejscu w Biblii, ale musiał być powszechnie znany w starożytności. Cała postawa celnika ujawnia jego pełną świadomość swojej grzeszności. Nie jest w stanie wyliczyć Bogu swoich dobrych czynów. Nie jest w stanie złożyć żadnej ofiary, która byłaby miła Bogu. Dlatego jedyne na co się zdobywa to, to prośba o miłosierdzie. Hilastheti moi – znaczy „bądź pojednany ze mną”. Zwrot ten oznacza prośbę skierowaną do Boga, aby zaniechał kary i okazał proszącemu swoją życzliwość. Jest to czynność Boga, która wynika z Jego łaskawości i miłości, a nie z pobożności ludzi i oznacza ustanie Bożego gniewu wobec grzesznika, przebaczenie grzechów i odnowienie przyjaznej relacji.

Swoją opowieść Jezus kończy uroczystym zapewnieniem, używając sformułowania jakiego używało się do wyrażenia sentencji sądowej – „ten odszedł do domu usprawiedliwiony, nie tamten”. ( Łk 18,14)

W całej tej historii najbardziej zdumiewające jest to, że faryzeusz odszedł do domu nieusprawiedliwiony nie dlatego, że był gorszy od celnika. Właściwie mogli się w tej sprawie licytować. Ale dlatego, że o to nie poprosił. Może trudno dostrzega się własne winy, kiedy ciągle jest się zajętym cudzymi. Zaskakujące, że nie dostrzegają ich nawet tak skoncentrowani na sobie wujkowie – również ci, którzy zerkają na nas rano… w lustrze.

Ewangelia:

Jezus opowiedział niektórym, co dufni byli w siebie, że są sprawiedliwi, a innymi gardzili, tę przypowieść: „Dwóch ludzi przyszło do świątyni, żeby się modlić, jeden faryzeusz, a drugi celnik. Faryzeusz stanął i tak w duszy się modlił: „Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak inni ludzie: zdziercy, niesprawiedliwi, cudzołożnicy, albo jak i ten celnik. Zachowuję post dwa razy w tygodniu, daję dziesięcinę ze wszystkiego, co nabywam”. A celnik stał z daleka i nie śmiał nawet oczu wznieść ku niebu, lecz bił się w piersi, mówiąc: „Boże, miej litość dla mnie, grzesznika!” Powiadam wam: Ten odszedł do domu usprawiedliwiony, nie tamten. Każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się uniża, będzie wywyższony”. (Łk 18, 9-14)